Mam parkę bardzo udaną (samczyk pomarańczowy). Wychowali już 12 dzieci -zdrowych, wesołych i każde inne .Samczyk jest bardzo opiekuńczy i pomagał samiczce wychowywać młode a gdy już wysiadywała następne sam karmił dzieci. Nie tracąc przy tym chęci śpiewania. Nie przestaje śpiewać bez względu na pogodę, czas ani miejsce. Jest bardzo 'dziarski". Kłopot w tym ,ze moja parka chce sie ciągle rozmnażać. Kupiłam kilka lat temu samczyka aby śpiewał, po roku dokupiłam mu samiczkę, żeby było mu raŹniej. No i jak dorosła, tak zaczęli i nie chcą przestać. Rozdzieliłam ich od ostatniego lęgu ( koniec sierpnia). ale stoja w klatkach obok siebie. Gdy przeniosę klatkę do innego pokoju słychać cały dzień tylko ich nawoływania i nie da się tego słuchać -taki zal bierze. Ona niedawno zniosła sama jajeczka. Wypożyczałam samczyka do innych samiczek (sąsiadów) ale do niczego nie doszło (samiczki byly oporne). On nie może dac upustu swojemu instynktowi samczemu i paskudzi mi lustro. A ja nie mam serca tak nadwyrężać samiczki ale ona jest bardzo chetna zalotom. Już chcę odpocząć od pisklaczków bo nie mam co potem z nimi robić. Kanarki są bardzo wesołe ,dużo fruwają po pokojach. Pewnie najlepiej byłoby odizolować zupelnie samca ale nie mam jak. Może jest jakaś rada na zbyt "chętna parkę".
Oni nie zważają na porę roku. Posiadanie pisklaczków jest urocze i życzę wszystkim zobaczyć jak to jest ale...
moje pierwsze pisklaki